Kiedy dźwięk jest wszystkim

Dziś prezentujemy rozmowę z Damianem Dziaczyńskim, który w wolnych chwilach zajmuje się lutnictwem i tworzy instrumenty dawne, nie tylko średniowieczne, ale również datowane na XVIII i XIX wiek.

Skąd wziął się u Ciebie pomysł na takie nietypowe hobby?

Zaczęło się bardzo banalnie, bo chodziło o pieniądze. Jeżeli chcesz kupić instrument, który byłby wierną rekonstrukcją tych, których używano wieki temu, a dokładnie w średniowieczu, to po pierwsze trzeba uzbroić się w cierpliwość, bo takie poszukiwania bywają żmudne, a po drugie, jak się już znajdzie odpowiedni instrument, kosztuje on duże pieniądze. Teraz już mnie to nie dziwi, ale wtedy postanowiłem, że spróbuję sam wykonać taki instrument. Grałem wcześniej na gitarze, więc wymiana strun, konserwacja i inne elementy pielęgnacyjne nie były mi obce. Jak pomyślałem, tak zrobiłem. Zacząłem od prostszych instrumentów, znalazłem jakiś kawałek drewna, kupiłem dwa dłutka na starej giełdzie i tak wystrugałem pierwszy instrument. Była to rekonstrukcja gudoku, rosyjskiego instrumentu z Nowogrodu, którego brzmienie już dziś nie podoba mi się.

A więc najpierw była umiejętność gry na instrumencie, a potem zacząłeś szukać czegoś dla siebie, czy może zbudowałeś instrument, a dopiero potem nauczyłeś się na nim grać?

Nie, najpierw była nauka gry na instrumencie, potem powiedzmy, że umiejętność gry na nim, potem dopiero szukanie instrumentu, a na końcu stwierdziłem, że zrobię to sam.

Czy dziś można znaleźć miejsca, gdzie uczą gry na dawnych instrumentach?

W Krakowie powstała szkoła, prowadzona przez Panią Marię Pomianowską, tam uczą gry na takich instrumentach jak suka biłgorajska, suka mielecka, a więc na typowo polskich, datowanych na XVII, XVIII wiek. To się zaczyna prężnie rozwijać, bo jak dowiedziano się o takim instrumencie jak suka biłgorajska, wiedziano o niej tylko tyle, że była ona widoczna na jednym przekazie i na jednym rysunku. Pani Maria Pomianowska uczyła się gry na instrumentach hinduskich, używała technik, które wykonywano na naszych dawnych instrumentach, połączyła wiedzę na temat gry oraz wiedzę, zaczerpniętą od Pana Andrzeja Kuczkowskiego, który to ten instrument zbudował. Poza Krakowem na pewno jest dużo mniejszych szkółek, chociażby Pan Zbigniew Butryn prowadził też zajęcia z uczniami i studentami, więc tak, coraz częściej można spotkać w kraju osoby, które uczą się gry na instrumentach dawnych.

W świecie rekonstrukcji nosisz przezwisko “Bard”. Wiąże się ono z tym, co robisz, czyli z instrumentami, ale również znany jesteś ze śpiewu i z muzyki, którą grasz na wyjazdach. Czy oprócz rekonstrukcji instrumentów, rekonstruujesz też muzykę?

Staram się, próbuję. Trudno powiedzieć, żebym rekonstruował ją wyjątkowo prężnie, ponieważ samo lutnictwo zajmuje tyle czasu, że na samą grę nie zostaje go już zbyt wiele. Staram się odtworzyć duchową myśl muzyki, jej rytualny aspekt, bo muzyka jest dla mnie rodzajem transu. Muzyk grając przed widownią, wprowadza ją w trans, który ma nastroić ich umysły bardziej lub mniej pozytywnie. Jeżeli grana jest muzyka pogrzebowa, to będzie ona zupełnie inna niż ta weselna, czy biesiadna i dziś dla nikogo nie jest to nic dziwnego. Ja chciałem odtworzyć ten aspekt i sposób widzenia, postrzegania świata i zobaczyć, co sprawia, że czujemy się dobrze słuchając muzyki, że czujemy tego ducha czasu, który kiedyś był wśród ludzi.

Na muzykę zawsze składa się instrument, ten kto go obsługuje i to, co się na nim gra. Jeżeli mówimy o historii lutnictwa, na pewno sięgniemy po stradivariusa, ale co jest najważniejsze, aby ten instrument dobrze brzmiał? To jak jest zrobiony, umiejętności grajka, czy to, co jest na nim grane?

Moim zdaniem najważniejsze są jednak umiejętności tego instrumentalisty, ponieważ kiedy przeszukiwałem fora dla lutników, ludzie pisali, że zrobienie instrumentu jest niewątpliwie prostsze, niż nauka gry na nim i ciężko było im się czegokolwiek nauczyć, a wykonanie go wchodzi w zakres umiejętności człowieka, który jest- powiedzmy- bardziej zdolny. Nawiązując do stradivariusa, są już teraz słynne gitary, bo mamy świetnie brzmiące i dopasowane hendery, gibsony. Drugim elementem jest to, że instrument jest dobrze zabezpieczony, bo robiono badania i udowodniono, że najważniejszym elementem skrzypiec Stradivariego, którym zawdzięczają swoje niespotykane brzmienie, jest odpowiedni lakier. Na końcu jest artysta, czyli rzemieślnik tego instrumentu, który żmudną pracą uczy się go obsługiwać, a kluczem do sukcesu jest nauka wyczucia tego sprzętu. Chodzi o to, że takiego wyczucia uczy się latami i to sprawia, że z instrumentu można wydobyć duszę.

Czyli nie watro szukać zaczarowanego fletu, aby uwieść słuchacza, tylko trzeba poszukać umiejętności gry?

 

Tak, i powiem więcej- nie watro brać się od razu za bardzo dobry instrument i sądzić, że będzie on grał za nas. Powiem na moim przykładzie, że naprawdę lepiej uczyć się grać na czymś tańszym, bo chociażby jeżeli mówimy o instrumentach smyczkowych, nie potrafimy ich odpowiednio smarować i zabezpieczać, to lepiej jest mieć coś o mniejszej wartości. Po dwóch latach złego użytkowania sprzętu, zostanie on po prostu zniszczony.

Czy dla Ciebie, osoby, która i gra, i tworzy instrumenty, ma to jakiś aspekt duchowy z tym związany? Czy przywiązujesz się do wykonanych przez siebie instrumentów, masz może jakiś ulubiony?

Tak naprawdę z każdym z moich obecnych instrumentów, ciężko byłoby mi się rozstać. Jeżeli chodzi o aspekt duchowy, to chodzi mi o przekazanie tego ducha, który może towarzyszyć ludziom gdzieś, kiedyś, podczas rytuału, np; w Afryce podczas obrzędu wykorzystuje się tylko bębny i nadaje jeden stały rytm przez dłuższy czas. To wprowadza ludzi w taki swoisty trans, odrywa ich od rzeczywistości. To mogło być odbierane jako duchowy poziom tej sztuki i wydaje mi się magiczne. Mówi się, że w instrumencie trzeba zakląć swoją duszę; kiedyś każdy miał na to swój sposób, który raczej ukrywał przed światem. Potem “duszą” zaczęto nazywać element skrzypiec, wydaje mi się, że chodziło o to, aby dopieścić odpowiednio każdy z elementów, na które składają się instrumenty. Bardziej duchowa jest jednak sama muzyka, która jest czymś fenomenalnym, ponieważ od zawsze człowiek starał się odzwierciedlić to co widział albo to co słyszał. Mógł więc naśladować dźwięki ptaków- istnieje zresztą taka teoria, że tak mogła powstać muzyka, która jest ewenementem, bo przed człowiekiem muzyki nie było i nie mieliśmy możliwości na czymś się wzorować. Ja uważam, że muzyka to jest taka nasza przelana w instrumenty dusza.

Czy teraz pracujesz nad jakimś projektem, związanym nie z budową instrumentu, ale z muzyką?

Tak i nawet staram się zebrać ludzi do tego projektu. Mowa tu o Nocy Kupały. Nie chcę stworzyć tam muzyki, jaką słyszy się w telewizji podczas obrzędu, nie odgrywać czyjejś twórczości, tylko usiąść, pomyśleć i spróbować wprowadzić ludzi w ten trans, o jakim mówiłem wcześniej. Chciałbym, aby ludzie poczuli coś tajemniczego, mrocznego, nie z tego świata. Zbieram muzyków, którzy stworzyliby coś fenomenalnego.

Kiedy i gdzie będzie można zobaczyć efekty Waszej pracy?

Na pewno końcowy projekt będzie realizowany na Wolinie, jeżeli się uda to będzie to z grupą muzyków, jeżeli nie- sam się tego podejmę. Chodzi o to, żeby było jak najwięcej instrumentów, bębnów. Będzie to muzyka lecąca obok jakiegoś rytuału. Chciałbym, aby inna muzyka była podczas ogniska i podczas zabawy, aby widz słuchając jej wiedział, na jakim etapie obrzędu się znajduje.

https://www.youtube.com/watch?v=cD5p7W6KsaY&t=10s

Czym różni się dzisiejsza konstrukcja instrumentów, od tych, które robiono 200, 300, a nawet 1000 lat temu?

Warto zacząć od tego, że dzisiejsze instrumenty, np: skrzypce, są już bardzo unormowane, jeżeli chodzi o ich wymiary czy grubość ścianek. Każdy lutnik ma swoje metody na “dopieszczanie” poszczególnych elementów, ale znaczącą różnicą w instrumentach dawnych jest to, iż kiedyś instrument był żłobiony z całego kawałka drewna lub z przeciętego drewna, wyżłobionego i sklejonego z powrotem. To dawało taką unikatowość każdego elementu, indywidualne brzmienie. Mieliśmy wielki kawał drewna, któremu nadawaliśmy kształt jaki chcemy. Każdy kawałek drewna jest inny, ale zasada jest taka sama i teraz nadal wybiera się drewno bardzo podobne. Sztuką jest je obrobić tak, aby nadal miało swój niepowtarzalny charakter. Mówi się, że takie żłobienie sprawia, że instrument brzmi starodawnie, przeszłością, ale moim zdaniem jest to fantastyczne, bo dwa kawałki drewna nigdy nie będą brzmiały tak samo. Na przykład skrzypce z jaworu, one nigdy nie dadzą tego samego dźwięku. Największa duchowość zaklęta jest w tych instrumentach dawnych.

Czy początkujący muzyk albo lutnik może się zgłosić do Ciebie po radę i pomoc?

Tak, jak najbardziej. Zaczynając pracę przy lutnictwie, od razu zauważyłem, że inni lutnicy są ludźmi bardzo życzliwymi i pomocnymi, dziś każdy chętnie dzieli się swoją wiedzą. Ja również jestem bardzo chętny do pomocy, mogę doradzić jaki instrument wybrać, jakiego nie wybierać, jak grać, jak to właściwie wyczuć, żeby nie grać mechanicznie. Jeżeli ktoś byłyby chętny, żeby grać albo tworzyć, to ja służę pomocą.

Na koniec pytanie z serii filozoficznej: pierwszy był instrument, czy pierwszy był dźwięk- melodia?

Hmmm, zależy czy mówimy o historii ziemi, czy o filozofii. Jeżeli zajmiemy się historią ziemi, to dźwięk powstał wraz z początkiem, podczas Wielkiego Wybuchu, ale aż tak się nie zagłębiajmy. Instrumenty pojawiły się dosyć późno, bo najstarsze datowane są na okres neandertalski, ponieważ już wtedy posiadali oni flety i piszczałki. Może było coś jeszcze wcześniej, może bębny. Wydaje mi się, że człowiek próbował już dużo wcześniej wydobywać dźwięk z przedmiotów, zanim wymyślił te pierwotne instrumenty. Tak jak mówiłem wcześniej, na początku próbowali uchwycić dźwięki natury, potem zauważyli w tym powtarzalność i rytmikę, a potem dopracowywali to, co dała im natura. Dlatego właśnie ja uważam, że najpierw był dźwięk, a dopiero potem pojawiły się instrumenty.

Damian “Bard” Dziaczyński mieszka i pracuje w Koszalinie, gdzie ma też swój instrumentalny warsztat. Poza muzyką i wykonywaniem instrumentów zajmuje się też rzeźbą oraz rysunkiem. To spod jego rąk wychodzi komiks który możecie znaleść na naszej stronie. Najbliższa możliwość spotkania Barda to Wolińska Noc Kupały 22 czerwca 2019.

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *