Wędrówki wołchowe: Weles

WELES SPRZYJA TYM, KTÓRZY UKRYWAJĄ SIE W CIENIU

Zasnąłem snem sprawiedliwego, a gdy trzecia godzina od północy minęła, zbudził mnie jego krok. W wilczej postaci z futrem w kolorze nocy patrzył na mnie bursztynowymi oczami, które tak często widziałem w snach.

-Pójdziesz teraz ze mną- powiedział- bo już czas przypomnieć wam co zostało zapomniane. Wiatr waszych modlitw i okrzyków starł kurz z bram zapomnianych światów. Niech więc będzie przekazane, co zostało zapomniane.

I poprowadził mnie długimi schodami w dół. Gdy schodziliśmy zobaczyłem, że oplatają one pień wielkiego drzewa, a ich koniec niknie pośród korzeni. Szliśmy tak w milczeniu, a ja słyszałem głosy z wnętrza drzewa. Jedne zawodziły z żalu, inne z trwogi drżały, a jeszcze inne piały z radości. I wiedziałem już, że to umarli w drodze w zaświaty. Każdy z bagażem swoich doświadczeń i każdy wedle własnej drogi przeżywał rozstanie z życiem. Pojąłem też gdzie idziemy i strach mnie ogarnął ale i duma, że oto On jako pierwszy mnie przyjął na wizytę w swoim królestwie.

Zeszliśmy więc na sam dół gdzie pomiędzy korzeniami znikały schody. A gdy podeszliśmy bliżej, korzenie rozchyliły się i pozwoliły nam wejść do środka.

-Tego przejścia nie było, a po naszym odejściu już go nie będzie- powiedział mój przewodnik- dawniej bywało, że bogi po ziemi chodzili i swych wybranych nawiedzali na jawie, w wizjach i snach. Teraz -by pakty i przysięgi odnowić- Święte Drzewo pozwala ci wejść do królestw bogów i bez szkody do swego domu wrócić. Nigdy przed tobą się to nie stało i nigdy po tobie nie nastanie. I weszliśmy przez bramę z korzeni drzewa.

-Patrz, słuchaj i zapamiętaj- powiedział, gdy stanęliśmy po drugiej stronie- oto jest przedsionek zaświatów. Oto jest Nawia- królestwo umarłych, gdzie na dębowym tronie zasiada Pan Tajemnic.

I zobaczyłem niby jaskinię wielkości dużego miasta. Od mojej prawej strony z małego wzgórza sunęły rzesze ludzi. Schodzili oni z wielkiej drabiny, której góra niknęła w sklepieniu jaskini. Szli oni rzędem po żwirze, który pokrywał jaskinię i chrzęścił pod stopami. Długi ich rząd zmierzał do miejsca na wprost nas, gdzie zobaczyłem wielki tron, który jakby wyrastał ze ściany za nim. Zrobiony był jakby z gałęzi które odpowiednio nakierowane rosły tworząc siedzisko z poręczami, wysokim oparciem i zwieńczone baldachimem z liści i owoców dębu. Lewa część jaskini była zalana wodą o kolorze tak czarnym, że gdyby nie delikatne fale na jej powierzchni, nie odróżniłbym tego podziemnego jeziora od żwiru pod moimi nogami. Mimo, że nie widziałem żadnych pochodni ani światła padającego przez sklepienie, było tu zupełnie jasno. Jakbym stał na polanie za dnia, a nie w podziemiach świata.

– Drabiną schodzą tu umarli, którzy przeszli trzy próby- powiedział mój przewodnik- oni zostali dopuszczeni, by wkroczyć do zaświatów. Tych, którzy prób nie przeszli, spotkać możesz nocą, jak błąkają się po cmentarzach, lasach i opuszczonych domach. Dla nich to odprawiacie Dziady. Ich wysłuchujecie i ich karmicie. Jeśli bogi im wybaczą- znajdą się tu, ale jeśli nie, jeśli ich kara nie dobiegła końca lub jeśli ludzie, którym zawinili im nie przebaczą, albo przewiną wciąż nowe krzywdy na świat sprowadzą- będą się błąkać w chłodzie i głodzie. To ich cierpienie czuć w złych miejscach, to ich zawodzenie słyszysz, gdy zapada cisza, to ich zimny dotyk przeszywa cię, gdy staniesz na ich drodze. Sami jednak krzywdy żywym wyrządzić nie mogą. Spojrzałem na tych którzy docierali na koniec drabiny.

– A ci którzy już tu dotarli?- zapytałem.

– Oni ukończyli swoją drogę. Ich dusza rodowa, moc, mądrość, talenty zostaną przekazane być może kolejnym pokoleniom ich rodu. Oni sami natomiast opowiedzą całe swoje życie Jemu. Każdą chwilę, którą pamiętają i te, które dawno zapomnieli. Każdą swoją decyzję i każde uczucie, którego doświadczyli. Każde zdarzenie ze swojego życia zostawią tu- wskazał głową tron na końcu jaskini, a wtedy zobaczyłem, że za nim stoją osadzone w ścianie wielkie wrota. Okute srebrem skrzydła miały wysokość kilkunastu metrów i zdobione były w znaki, których nie rozumiałem.

– To wrota Nawii- za nimi dusze umarłych odpoczywają. Tu spotykają się zaginieni krewni i tu godzą się zwaśnione rody. Na wrotach wypisano wszystkimi językami we wszystkich pismach słowa: Witaj dobry człowieku, sława Tobie.

Ruszyliśmy w stronę tronu, a ja dostrzegłem, że pod moimi nogami żwir jest drobniejszy niż piasek na plaży i miękki jak najlepsze poduszki.

– To po czym idziemy to kłamstwo- nic z niego nie zostaje, poza pyłem tak drobnym, że nigdy nie dowiesz się czym było przedtem. Tu przetrwa jedynie prawda i tylko ona się liczy.

– A jak wygląda prawda? – zapytałem. Mój przewodnik zatrzymał się

– Zobacz na ich twarze- powiedział- każdy z nich ma swoją prawdę. Każdy z nich w każdym momencie swojego życia wie, czy to co czyni jest dobre czy nie. Każdy z nich czuje czy decyzja, którą podejmuje jest w zgodzie z nim samym czy nie. Po to schodzą tu po trzech drabinach. Na nich odpowiadają na pytanie czy są gotowi ponieść konsekwencje każdej swojej decyzji. Każdego swojego czynu. Czy jeśli w tej jednej chwili, gdy prawda wychodzi na jaw, a kłamstwo rozwiewa się w najdrobniejszy proch, będą w stanie rozliczyć się ze swojego życia. Nie według spisanych praw, ale według ich samych. Pomyśl, jaki wyrok zapadłby, gdybyś sądził cię ty sam według twoich własnych zasad. Według tego co wymagałeś od innych i ze świadomością, którą miałeś w każdej sekundzie Twojego życia. Oni zostali osądzeni przez ich własna wolę. I stanęli tu, bo wyrok był dla nich przychylny.

Ruszyliśmy dalej, a w toni jeziora coś się poruszyło.

– To czarna woda. Ta sama, po której pływała łódź Peruna i w której zobaczył swoje odbicie. To z niej narodził się On. To jezioro łączy się ze wszystkimi wodami świata. Każda istota wodna może dostać się tutaj i odpocząć w toni pradawnej czystej wody. Uważaj jednak, bo w jej odmętach kryje się coś jeszcze. I wtedy go zobaczyłem. Olbrzymie cielsko zadrgało nagle, a po jego skórze przebiegły, jakby czerwone błyskawice. Jakby jego skóra pękała, a pod nią wrzała płynna lawa. Jego ciało leżało częściowo w wodzie, a reszta znikała za wielkim tronem tak, że nie widziałem jego końca. Gdy jednak się poruszyło zobaczyłem, że olbrzym który wystaje z wody, to jedynie mała część całego potwora. Przebiegające po jego skórze pioruny rozświetlały odmęty czarnej wody, pokazując mi zwinięte cielsko. Rozbłyskujące pęknięcia biegły coraz głębiej i głębiej, a ja uświadomiłem sobie, że ten potwór mógłby rozszarpać sporą wyspę jedynie ją mijając i nawet nie zauważyłby tego. Powiodłem więc wzrokiem po tej jego części, która wystawała z wody i wychyliłem się za krawędź tronu, by go zobaczyć.

– Oto jest Wielki Żmij- powiedział mój przewodnik, gdy zastygłem w przerażeniu- stworzony w szale przez samego Welesa. Miał on wygrać dla niego walkę o władzę nad światem i pokonać Peruna. Jednak gniew jaki w nim tkwi, był zbyt potężny. Zaczął więc rozrywać na strzępy świat. To wtedy pierwsi bogowie postanowili zawrzeć pakt. Wspólnie uwięzili i skrępowali Żmija. Sam Perun przekuł łańcuchy, którymi skrępowana jest jego paszcza i ciało, a Weles zepchnął go w przepaść i osobiście pilnuje, by nie wyrwał się z tego więzienia. I rzeczywiście zobaczyłem łańcuchy oplatające całego potwora. To one tak pobłyskiwały czerwienią za każdym razem, gdy Żmij próbował je rozerwać. Oplatały one nie tylko jego łapy i tułów, ale także głowę i pysk. Jeden z łańcuchów był przykuty do tronu tak, by Żmij nie mógł podnieść głowy wyżej niż na wysokość kolan siedzącego na tronie. Drugi zaś łańcuch spoczywał w dłoni starca wsłuchanego w opowieść jakiejś młodej kobiety.

Starzec siedzący na tronie był wysoki i chudy. Jego ciemna twarz pokrywała czarna jak noc broda, a skołtunione czarne włosy spływały na płaszcz, którym był okryty. Na plecach zobaczyłem wiszący kaptur z wołowej skóry z rogami po bokach. Na dłoniach miał srebrne pierścienie i bransolety, a stopy bose. Obok niego oparty o tron stał gruby czarny kostur okuty srebrnymi obrączkami. Starzec w pewnej chwili położył sękata dłoń na policzku kobiety i otarł jej łzę.

– Anno witaj w moim królestwie. Tu już nic ci nie grozi- powiedział spokojnie, a potem wskazał jej wielkie wrota. Te otworzyły się bezszelestnie, a za nimi zobaczyłem bezkresną łąkę z wysoką trawą skąpaną w ciepłym słońcu, muskaną delikatnym wiatrem. Nim zdążyłem się choć trochę przyjrzeć, wrota znów bez żadnego dźwięku zamknęły się.

– Tam wejść można tylko po rozmowie ze mną. A tej rozmowy dla ciebie czas jeszcze nie nadszedł- powiedział do mnie starzec na tronie. ale w ogóle nie patrząc w moją stronę. Natomiast mój przewodnik skłonił się nisko i powiedział:

– Oto jest Weles. Bóg zaświatów, Strażnik Nawii i Pan Tajemnic. Zasiadający na tronie z korzeni Świętego Drzewa. Mający klucze do bram krainy umarłych, u którego stóp leży spętany łańcuchami Wielki Żmij.

I nagle znów znaleźliśmy się na schodach a przede mną była jedynie ściana z wijących się korzeni drzewa.

– Wśród Bogów Weles jest najbardziej skryty- powiedział mój przewodnik, ruszając w górę schodów- ten, który jemu oddaje się pod opiekę, niech nie liczy na sławę. Nie będą o nim układać pieśni ani jego imię nie będzie wydrapywane na burtach łodzi. O nim mówić się będzie szeptem. Weles bowiem szanuje ludzi skrytych i pokornych. Tych, który nie krzyczą o sobie wokoło, a swoją wiedzą i roztropnością zdobywają szacunek. Pobłogosławieni przez Welesa otrzymują jego wiedzę zbierane od pokoleń opowieści i doświadczenia ludzi. Na ich podstawie pozwala rozstrzygać spory i wydawać wyroki. Ale niech w opiece mają duchy tego, kto będzie chciał wykorzystać to do własnych celów. Kto za sprawą Jego opieki będzie chciał sięgnąć po władzę czy bogactwo. Nie zna ziemia i duchy po niej błądzące, większej kary niż ta, którą Pan Magii zsyła na swoich wybranych, gdy łamią jego prawa. Nie wolno też akolicie Welesa sprzeciwiać się wyrokom losu jak i woli ludzi. Gdy upomina kogoś bez skutku powinien zostawić go jego losowi. Nawet gdy w wizjach widział jego upadek. Pan zaświatów wymaga by każdy ze swojej woli się rozliczał, dlatego nie pozwala, by jego wyznawcy w wole i los innych ingerowali ponad upomnienie. Bo nigdy nie wiesz czy losem tego człowieka inny bóg nie kieruje. Jeśli więc chcesz za Welesa nakazami podążać to pamiętaj:

Gościa w progi domu przyjmuj szczerze,

Wody i chleba proszącemu nigdy nie odmawiaj,

Za pracę uczciwą- uczciwie płać,

W pokorze przyjmuj wyroki losu,

Wyroków nie wydawaj, byś swoich słów nie musiał cofać,

Nagrodę i karę z jednakową pokorą przyjmuj,

Bądź podporą dla żywych i umarłych,

Strzeż wiary, tradycji i obrzędu.


Korekta: Małgorzata Maciejewska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *