Jak się pracuje z demonem ognia?

Praktykant wyruszał w podróż od kowala do kowala, siadał pod drzwiami i jeżeli stary rzemieślnik chciał go wpuścić, otwierał drzwi, czeladnik bez słowa wchodził do kuźni i próbował zrobić najlepszy produkt, jaki potrafił. Zazwyczaj były to siekiery albo produkty gospodarstwa domowego. Po robocie kładł swój wyrób na kowadle i wychodził przed warsztat. Jeżeli kowal uznał, że wytwór czeladnika jest dobry, zapraszał go do domu, gdzie praktykant spędzał kilka dni, nocował, często pracował wraz z kowalem. Jeżeli uważał, że praca jest słaba, częstował go obiadem i wysyłał w dalszą drogę. 

Co  w dzisiejszychczasach może robić kowal? 
To zależy, co ludzie rozumieją przez nazwę “kowal”. Dziś większość kojarzy nas z ogrodzeniami spawanymi, z elementami kutymi.  Ale moją specjalizacją jest broń i to dość nietypowa, bo w większości przeznaczona dla rekonstrukcji, czyli włócznie, halabardy, miecze, noże, topory, broń obuchowa np. buzdygany lub różnego rodzaju broń obozowa. Nowym rynkiem jest też broń fantasy, a właściwie
elementy zbroi, wykonywanej dla pasjonatów jako szczególne zamówienia. Oprócz tego dość dużym rynkiem, przynajmniej dla mnie- kogoś, kogo interesują ostre przedmioty- są noże. Wykuwam je dla kucharzy, a także dla osób spędzających czas w terenie. 


Czy są przedmioty, które robisz na sprzedaż, a których próżno szukać w centrum handlowym czy internecie?
Różnego rodzaju prace metaloplastyczne. Ciekawym przykładem jest to, że moja żona Adela zrobiła sobie swój własny bukiet ślubny. Wykuła sobie trzy róże, które następnie ubraliśmy tak, jakby były normalnym bukietem. Po ceremonii dwie róże oddała, po jednej każdej z mam, a trzecią zachowała. Dzięki temu mają one teraz niepowtarzalną pamiątkę. Oprócz tego mieliśmy kilka projektów ozdób,  wieszaków, świeczników. Niedawno wykonywałem bardzo duże drzewo ze skręconych prętów. Wyglądało to jak wierzba płacząca, na której można było powiesić kieliszki. 


Czy jest coś szczególnego w przedmiotach wykuwanych ręcznie? 
Przede wszystkim jakość wyrobu. Przykładem niech będzie dżwimer, częściej nazywany damastem czy dasztem. Legendarna stal wykonywana tylko w Damaszku, gdzie tajemnicę wyrobu tej stali skrywano jako największy sekret. I do dziś nauka nie wyjaśniła fenomenu jej wytopu. Jest kilka osób na świecie, które twierdzą, że odtworzyli tę stal, ale jest to raczej jednorazowy wytop, który się udał, niż dokładne opracowanie metodologii. Jest wiele teorii, skąd takie, a nie inne właściwości tej stali. Jedna z nich mówi, że była to stal “pometeorytowa”, która korodowała w tamtym terenie, stąd taka, a nie inna, technika jej obrabiania. Tłumaczyłoby to również, dlaczego był tak krótki okres jej wytopu. 

Dla współczesnych kowali, dzisiejsza stal jest praktycznie “naga”. Możemy co do atomu zbadać, co to za rodzaj stali, dodatkowo odlewnicy mogą nam zrobić taki skład stali, jaki tylko sobie wymarzymy. Z drugiej strony są też takie rzeczy, których nikt nie może znaleźć, ani wymyślić. Osobiście ostatnio natrafiłem na stal bułatową, a można zrobić psuedobułat, czyli metal, który wygląda i ma strukturę jak bułat, ale nie jest odlewany. Pytałem wielu kowali i nikt nie umiał mi powiedzieć, jak wykonać taką stal.

Wspominałeś, że można zamówić sobie stal, z dokładnością do pojedynczego atomu. Czy Twoim zdaniem nauka obdarła kowalstwo z magii?

To nie skład stali dawał tę niezwykłość, bo nie sztuką jest wziąć kawałek stali i go pociąć. Niezwykłość pojawia się wówczas, gdy rozgrzana do czerwoności stal trafia na kowadło i polega na tym, że to kowal nadaje kształt swojemu tworzywu. Można by postawić obok siebie dwóch, bardzo zręcznych kowali, kazać zrobić to samo, a i tak, za każdym razem, wykuje się zupełnie coś innego. Każdy z nich wykona to inaczej, natchnie sobą. Myślę, że duch kowalstwa jest w młotku i kowadle, a stal jest końcowym powiernikiem, który nabiera duszy właśnie podczas procesu.

Twoja firma nazywa się Kuźnia Kalcifer. Czym lub kim jest Kalcifer?

Jest to imię naszego demona ognia, opiekuna. Imię jest zapożyczone z “Ruchomego zamku Hauru”, bo ja i żona uwielbiamy aminacje. Ogień to bardzo kapryśny żywioł, nawet w tak kontrolowanych warunkach jak w kuźni, potrafi pokazać rogi. Nie chciałem, aby pojawiały się w moim warsztacie pojedyncze duszki, wolałem poprosić jednego konkretnego demona, z którym nawiąże stały kontakt. Imię to wymyśliła żona i od chwili, kiedy jest z nami Kalcifer, stał się on opiekunem nie tylko kuźni, ale też jej. Podczas kłótni, ogniki leciały zawsze w moją stronę, zdarzyło mu się też kilkukrotnie podpalić moje stanowisko pracy, dlatego jestem zdania, że nasz demon zdecydowanie opowiedział się po stronie żony.

Czy istnieją rytuały związane z pracą kowala?

Czytając stare opracowania, dotyczące pracy kowala, udało mi się znaleźć pewne rytuały, których dziś już niestety nie jesteśmy w stanie odtworzyć. Raz w życiu udało mi się wykonać jeden z nich, to jest “wędrowanie czeladnika”. Praktykant wyruszał w podróż od kowala do kowala, siadał pod drzwiami i jeżeli stary rzemieślnik chciał go wpuścić, otwierał drzwi, czeladnik bez słowa wchodził do kuźni i próbował zrobić najlepszy produkt, jaki potrafił. Zazwyczaj były to siekiery albo produkty gospodarstwa domowego. Po robocie kładł swój wyrób na kowadle i wychodził przed warsztat. Jeżeli kowal uznał, że wytwór czeladnika jest dobry, zapraszał go do domu, gdzie praktykant spędzał kilka dni, nocował, często pracował wraz z kowalem. Jeżeli uważał, że praca jest słaba, częstował go obiadem i wysyłał w dalszą drogę. Prócz takiego stricte naukowego i wędrownego aspektu tego rytuału, pojawiały się podania, że często wędrowano do kuźni, których potem próżno było szukać. To są takie klechdy, które odnalazłem w Wielkopolsce, gdzie kowalstwo jeszcze odrobinę żyje. Same kuźniane rytuały to przede wszystkim duch opiekun, danina dla ducha opiekuna. Daniną mogą być na przykład kawałki drewna, ale idea jest taka, że duch pracuje z tobą. Ogień nie zawsze ma ochotę na współpracę. Czasami idzie się do innej kuźni, nie przywitasz się z jej opiekunem i taki demon może sprawić, że cała robota się nie uda. Sekunda nieuwagi i nie jesteś w stanie niczego skuć. Może też zdarzyć się tak, że ogień nie chce się palić. Zdarzało mi się wykonywać zamówienia klientów, mające charakter rytualny, np: wykuwałem atamkę i proszono mnie, aby była kuta za nowiu, czy za pełni księżyca.

Są wierzenia na temat chłodziw. Kowale, którzy chłodzili stal w wodzie, dodawali do niej różnych preparatów. Czasami była to siarka, ku czci duchów ognia, innym razem dodawano zioła, które miały święcić stal, żeby była od razu oczyszczona i mogła być wykorzystana do rytuału. Takim naszym wewnętrznym rytuałem jest to, że witamy się z naszym sprzętem, wierzymy, że każdy z nich ma duszę, bo często te narzędzia są dwukrotnie starsze ode mnie. Nie mamy też problemu z tym, że jakieś duszki chcą zamieszkać w naszej kuźni, ale pod jednym warunkiem- u nas się pracuje.

Czy istnieją tradycje, dotyczące samej kuźni? Załóżmy, że chcę otworzyć takową. Czy muszę coś zrobić, wykonać jakieś konkretne rytuały?

Z Wielkopolski dowiedziałem się, że przy budowie nowej kuźni dobrze jest otrzymać fragment węgla z paleniska innej działającej kuźni, rozpalić go po raz pierwszy w nowym miejscu. To pomoże przenieść ducha kuźni, a przy okazji wskaże drogę do następnego miejsca, bo duchy nie muszą wiązać się tylko z jednym miejscem, mogą się przenosić. Często praktykowano ten zwyczaj, kiedy uczeń otwierał swoją kuźnię, a mistrz dawał mu kawałek węgla ze swojego paleniska. Inne rytuały związane były z przekazywaniem miejsca pracy, narzędzi, bo raczej nie otwierało się nowych kuźni. W miejscowościach, gdzie były kuźnie, kowal był drugi po księdzu. Niejednokrotnie był uważany za czarownika, ponieważ był tak naprawdę weterynarzem, kowalem, znał się na medycynie, a często był też dentystą. Takiemu człowiekowi, który zazwyczaj przybywał skądś i miał rozległą wiedzę, nie chciano podpaść.

Jak dziś zostać kowalem? Od czego powinno się zacząć?

Na początek znaleźć kowala. Ja miałem przez chwilę kogoś, kto mnie uczył, ale tak naprawdę jestem ewenementem, ponieważ 90% wiedzy musiałem zdobyć sam. Obecnie kultura kowalstwa wróciła na tyle, że jestem przekonany, iż można znaleźć kowala, a gdyby udało się dostać do starego mistrza kowalstwa, który chciałby uczyć, to tylko całować w dłonie i chłonąć wiedzę. Ja jestem kowalem od 15 lat i nadal nie mam tej wiedzy, jaką posiadają starzy mistrzowie. Udało mi się poznać jednego mistrza, który tylko odrobinę zmieniając moją postawę, ułatwił mi pracę- przestały mnie boleć barki. Pomimo tego, że miałem dobrane wszystkie parametry, bo i wysokość kowadła była prawidłowa, i długość członka również, okazało się, że pozycja też jest bardzo ważna. Także chcąc zostać kowalem, najlepiej poszukać starego mistrza i pod jego okiem wykuć sobie narzędzia, bo te sklepowe nie tyle, że są złe, ale moim zdaniem są innym narzędziem. Ja mam komplet po starych mistrzach, udało mi się go zgromadzić i nie potrzebuję nowego sprzętu. Co do nowej kuźni- zaczynałem na kawałku szyny, a za palenisko służył mi stary grill. Jak ktoś mówi, że nie ma możliwości, jest to moim zdaniem wymówka, bo jestem przykładem tego, że się da. Pomimo przeciwności losu, udało mi się i od trzech lat jestem profesjonalnym kowalem.

Na czym polega ten profesjonalizm? Czy to jest poziom pracy, czy wymagany jest jakiś kurs? Można w ogóle dostać papiery kowala?

Tak, zaczynają wracać szkoły. Jeden z moich uczniów znalazł technikum, w którym otwierają klasę kowalską na poziomie zawodowym. Można pójść do cechu rzemieślniczego i tam zdać egzamin czeladniczy, a następnie na mistrza kowalstwa, także można dostać papiery, oczywiście. Niemniej, gdy kuje człowiek, który “zjadł” już kilometry tej stali, pracuje diametralnie inaczej do kogoś, kto jest w zawodzie od kilku lat i to się da zauważyć. Nawet osoby, które nie znają się na kowalstwie zauważą różnicę, chociażby w jakości wykonania oraz, że taki człowiek, nie męczy się już tak bardzo jak młody kowal. Obserwowałem kiedyś przy pracy kowala, który praktycznie żył z kowalstwa. Jego ruchy były precyzyjne, gdzie ja jeszcze muszę się nad tym skupiać. On brał młotek i miało się wrażenie, że jest to takie łatwe, że to dzieje się samo. Pracę dobrego kowala, nawet jeżeli ona będzie surowa, rozpozna się bardzo łatwo. Taka praca będzie przepełniona tym człowiekiem, jego dziejami, które przeżył w kuźni.

Jakie są najciekawsze zlecenia, które wykonałeś?

 

Z najdziwniejszych prac są to zazwyczaj cosplay’e albo bronie, ale takim najdziwniejszym pomysłem, jaki wykonałem sam z siebie, była w pełni kuta zbroja mandaloriańska, prezent na 25. urodziny mojej żony, stylizowana na oryginalną zbroję z Gwiezdnych Wojen. Do tego był jeszcze pistolet, bardziej składany, niż kuty. Prócz tego, kilka razy miałem przyjemność wykonać replikę broni z Wiedźmina z pierwszej i trzeciej części gry. Żona stwierdziła, że wykona niesamowicie wyglądającą buławę Żiżki z XV wieku w kształcie zaciśniętej pięści, trzymającej taki wielki gwóźdź i faktycznie go wykuła. Zrobiła także wcześniej wspomniane róże na ślub, mieliśmy zamówienie na miecze z Warhammera, przedmioty potrzebne nam na Pyrkon. Co roku szykujemy sobie tam jedno duże zlecenie, które będzie przykuwało wzrok. Rok temu były Miecze Chaosu, w tym roku żona wymyśliła, że spróbujemy zrobić Młot Sigmara. Dodatkowo to drzewo, o którym mówiłem wcześniej, na szampana. Kilka razy wykuwaliśmy też bronie rytualne, które były takim krokiem milowym, ponieważ po raz pierwszy robiliśmy takie zamówienie dla ludzi z zewnątrz i bardzo miłe było docenienie naszej pracy. Mieliśmy też zamówienia bardzo indywidualne, gdzie klient zamówił sobie nożyk, cały ukrywany w jednym drewienku, tyle tylko, że on miał być kobiecy. Żona musiała się namęczyć co do wyboru dekoracji na drewnie i samego materiału, musieliśmy też wybrać stal, która miała patynę. Nie dość, że rdzeń był bardzo czarny, to patyna na ostrzu wyglądała, jakby się mieniła. Żeby stworzyć ten nożyk, musieliśmy na nowo nauczyć się kucia stali, bo to była zupełnie inna technika. Musiałem się nauczyć intarsji, bo wcześniej nigdy z niej nie korzystałem. Zlecenia pojawią się cały czas, coraz bardziej ciekawe. Ostatnio klient wymyślił sobie wielką halabardę, teraz pracujemy nad zestawem Wiedźmina, w skład którego wchodzą rękawice, miecz typu jednoręczny flamberg oraz włócznia z oplotem z małej żmii.

Gdzie można zobaczyć Wasze wyroby, na imprezach, na stronie internetowej?

W tym momencie stronę mamy tylko na FB. Planujemy rozszerzyć się na stronę internetową i na Instagram. Można zobaczyć nas na Grunwaldzie, na różnych imprezach turniejowych. Nas i nasze produkty można spotkać na Mistrzostwach Świata Walk Rycerskich, mamy nadzieję, że w tym roku uda się nam dostać na Wolin. Można też się z nami umówić i po prostu do nas zawitać, bo kuźnia jest otwartym miejscem.

Czego można życzyć kowalowi?

Żeby się nie poparzył [śmiech-przyp. red.]. Tak naprawdę tylko pracy, bo jak jest praca, to kowal się rozwija.

Więc tego właśnie Ci życzę.

Igor Alagierski wraz z żoną prowadzą w Stargardzie Kuźnię Kalcifer już od 5 lat. Jego wyroby podróżują do takich miejsc jak Skandynawia czy Emiraty Arabskie. Jest też od kilku lat członkiem kadry narodowej Polski na Mistrzostwach Świata Walk Rycerskich. Z jego kuźni wyszło wiele egzemplarzy broni użytkowej, jak i rekonstrukcyjnej. Prowadzi również regularne zajęcia dla swoich uczniów.

Z Kużnią Kalcifer można skontaktować się przez Facebooka

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *