Ewolucja Obrzędu – W poszukiwaniu własnego ognia

Ostatnio wiele razy spotkałem się z opinią osób, określających się jako rodzimowiercy, że religia katolicka jest zagrożeniem. Głównie na portalach społecznościowych oraz w dyskusjach pod różnej maści artykułami o niszczycielskiej roli KK w historii Polski. Z zasady przyjmowałem to jako osobisty pogląd, ale ostatnio wytknięto mi, że nie jest to tylko jednostkowa postawa, ale przeradza się to w pewną ideę, która nierzadko stanowi trzon czegoś, co możemy nazwać BYCIEM POGANINEM. Otóż, wiele osób-zdaje się- myli pojęcia antyklerykalizmu z rodzimowierstwem. Byłem nawet świadkiem udowadniania, że szanujący się poganin musi nienawidzić wszystko, co katolickie. Sęk w tym właśnie, że nie.

Niestety, nie udało mi się wejść w polemikę z agitatorem tej opinii, gdyż odmówił mi rozmowy na ten temat. Zdążyłem jednak spytać go, skąd ma takie poglądy, na co usłyszałem opis szeregu wydarzeń, w których KK okazywał się mniej lub bardziej okrutny, zawistny i sprzeczny z ideami Słowian. Rozmowa zakończyła się moim pytaniem, o jakie idee Słowian chodzi. Komentarza niestety nie otrzymałem, ale spróbujmy sami sobie na to odpowiedzieć.  Jakie idee, jakie zasady moralne i jaką postawę powinien mieć “PRAWILNY SŁOWIANIN”? I tutaj mamy pierwszy problem. Jakie powinien MIEĆ, czy jakie MIAŁ 1000 lat temu? Czy możemy obecnie wrócić do postaw i moralności z IX wieku lub wcześniejszych? Czy mamy dziś te same rozterki moralne, społeczne, ekonomiczne, światopoglądowe co nasi przodkowie? Otóż, i tak, i nie. Wszystko zależy od sfery, jakiej dotyczy rozważanie. Jeśli mówimy o prawie gościnności, możemy posłużyć się tradycją czy przekazami z tekstów źródłowych. Jeśli chodzi nam o podejście do przestępstw i karania zbrodni, to polecam rodzime lub niemieckie kroniki. Ale jeśli chodzi o rozpatrywanie dobra i zła, to jest już ciężej. Czy kradzież chleba z głodu była przewiną? Z punktu widzenia dzisiejszego prawa złodziej winny jest przestępstwa. Czy Słowianin byłby równie bezwzględnie ukarany? Odruchowo nasuwa się odpowiedź twierdząca, ale co z prawem gościnności? Czy wędrowiec, zgodnie z obyczajem, nie powinien być napojony i nakarmiony? A krzywda spotkać go nie mogła, póki w obrębie ziemi gospodarza przebywał. Zatem, jeśli głód popchnął go do kradzieży, to winny jest złodziej czy ten kto mu poczęstunku odmówił? A jeśli złodziejem jest nie wędrowiec, a sąsiad, któremu się nie powiodło? Czy, prawem Stada, nie powinien otrzymać pomocy od pobratymców? Zatem i tu okradziony winny jest bardziej. Ale jeśli złodziej jest niegodziwy i żeruje na innych, kradnąc na co ma ochotę i odtrącając rękę, która chce pomóc mu stanąć na własnych nogach? A jeśli taki był, tylko kradł dla swoich dzieci? Teraz postawcie się w roli sędziego, który ma rozstrzygnąć każdą z opisanych tu spraw. Ale rozsądzić ma ją dziś, jak i tysiąc lat temu. A mówmy tu jedynie o tym, że ktoś wziął nie swój chleb. Jak więc ustalić zasady moralne, gdzie każdy będzie traktowany tak samo i z równą sprawiedliwością? Dziś, gdy na portalach społecznościowych mamy setki „znajomych”, o których nie wiemy nic. Grododzierżca czy Żerca mógł rozstrzygnąć taką sprawę, ograniczony jedynie wolą ludu. Ludu, który znał z imienia, bo żył z nimi w jednym grodzie. My żyjemy w wiosce, ale globalnej. Jak zatem przełożyć moralność, będącą nieodłączną częścią religii, przez czas jednego millenium i nie “wyłożyć” się na pierwszym zakręcie?
„Kali ukraść krowę- to dobrze. Kalemu ukraść krowę- to źle.” Ta prosta zasada, wyjęta z książki Sienkiewicza „W pustyni i w puszczy”, może wywoływać śmiech, ale niestety, widzę ją na co dzień. Łączy w sobie hipokryzję stosowania się do zasad prawa, jak i brak empatii wobec drugiej osoby. I niestety, tak działamy na co dzień. Płacenie podatków jest złe, ale nieremontowane ulice to wina leni z urzędu. Segregacja śmieci mnie nie dotyczy, ale coraz droższa żywność to wina złodziei z koncernów. A gdyby tak nieco zmienić sposób myślenia? Jak funkcjonował nasz Słowianin w społeczeństwie? Jego gród liczył około 30-70 osób. Nikt go w niczym nie wyręczał. Nie mógł się schować w tłumie i powiedzieć „To nie ja, to ktoś inny.” Był częścią społeczności, która musiała ze sobą współpracować. Nie dało się utrzymać grodu w pojedynkę. Zatem, Słowianin ten miał coś, co powinno stać się podstawą do naszych dalszych rozważań:
ODPOWIEDZIALNOŚĆ.
Za swój dom, za swoje obejście, za każdy czyn jakiego dokonał, za każde słowo jakie wypowiedział, za to co zrobił lub za to czego zaniechał. Był świadomy i gotowy ponieść za to konsekwencje. I ta postawa jest tym, co możemy w skali 1:1 przenieść na nasz współczesny schemat postępowania. I w tym momencie pozbywamy się większości zapalonych rodzimowierców. Bo kto z was jest gotów odpowiedzieć przed Welesem za złamanie złożonych przysiąg? Przed Perunem za lenistwo i tchórzostwo? Przed Mokoszą za niszczenie przyrody? Przed Rodem za nieszanowanie rodziny? W końcu, kto z was jest gotów, by stać na straży swojego miru, jednocześnie szanując mir innych?
To kolejna z cech, jakimi zaśmieciliśmy nasze dusze. Każdy z nas chciałby świata uporządkowanego, gdzie dobro i zło jest wypunktowane i każdy może z tej listy korzystać. Pragniemy świata czarno- białego, z wyraźną granicą. Kto wchodzi na czarne, jest potępiany. Kto jest na białym, ten jest chwalony. Tylko, że to białe najczęściej kończy się za progiem naszego domu. Każdy, kto nie postępuje tak jak ja, jest zły. Każdy, kto ma inne poglądy się myli. Każdy, kto mnie nie naśladuje, błądzi. Większą głupotę i smutniejszą wizję trudno mi znaleźć. Według przekazów, słowiańskie świątynie były rozsiane dość gęsto. Jeśli w jakimś grodzie nie było osobnego budynku, stawiano tam kąciny. Natomiast każdy szanujący się poganin, miał w swoim domu odpowiedni ołtarzyk. I nadal, zgodnie z tekstami źródłowymi, nie było jednej panującej doktryny religijnej. W obrębie dwóch sąsiadujących grodów obrządek mógł różnić się diametralnie. O Arkonie pisano, że przybywali do niej wędrowcy i pielgrzymi ze wszystkich stron świata, a mimo to, w obrębie grodu nie było między nimi waśni i zgodnie razem obiatę swoją składali. Można by polemizować czy był to efekt ich moralności, czy narzucony rygor świątyni. Jednak, czy ktoś dziś wyobraża sobie np. wspólne obchody jakiegoś święta państwowego przez znane nam wszystkim, odmienne ugrupowania polityczne? Czy ktoś by się spodziewał, że uszanowana będzie jakakolwiek świętość?

 

 To raczej temat nie na tę stronę, ale w tym kontekście mam do powiedzenia jedno. Każdy, kto dzieli ludzi, straszy jednych innymi, zamiast ich łączyć i godzić przy jednym ogniu i jednym stole, powinien być od tego stołu wyrzucony i z psami jadać. Bo człowiek z człowiekiem zawsze się porozumie. A reszta to jedynie zwierzę, co zamiast mówić, warczeć jedynie i szczekać potrafi.
A gdyby tak przestać mówić innym, co mają robić, jak mają myśleć i czego się wystrzegać? Co mógł zrobić ów Słowianin, gdy w jego grodzie ktoś zaczynał postępować, w jego ocenie, niegodziwie? Mógł złożyć skargę u grododzierżcy. A jeśli postępowanie nie było przestępstwem? Mógł ograniczyć kontakty z tą osobą do minimum, jakiego wymagało życie we wspólnocie. I póki tych dwoje nie wchodziło sobie nawzajem w mir domowy, nikt nie czuł się urażony. Dziś jednak, z każdej strony, słyszymy jak źle postępuje jakaś grupa. W ten sposób wmawia nam się jeden z kilku gotowych światopoglądów, jednocześnie nastawiając nas wrogo wobec innych. A dlaczego to się sprawdza? Bo gdyby nie pakiet gotowych odpowiedzi, to każdy człowiek musiałby sam znaleźć rozwiązanie dręczących go pytań. Co jest ważniejsze: miłość czy powinności? Co jest dobre, a co złe? Co jest moralnie dozwolone, a czego nie będę robił? To pytania, na które można szukać odpowiedzi latami, a potem latami je modyfikować. A modyfikować trzeba. Jeśli dziś eksperymenty na ludziach są zakazane w większości świata ze względów etycznych to nie oznacza, że za jakiś czas korzyści płynące z takich badań nie przeważą szali na stronę ich zwolenników. Drastyczne? A pomyślcie, że Leonardo da Vinci, badając układ mięśniowy i narządy nieboszczyków, dopuszczał się moralnej zbrodni przeciw panującym wtedy prawom. Był tym, kim dziś są zwolennicy badań genetycznych. Logiczne? Owszem, ale to TY sam musisz teraz zdecydować, czy jest to dla Ciebie dobre, czy złe. A gdy zdecydujesz pamiętaj, że masz prawo do zmiany decyzji. Masz prawo do dyskutowania o tym, masz prawo do obrony lub obalania argumentów. Ale nie masz i nigdy nie możesz mieć prawa do potępiania drugiego człowieka za to, że wybrał inną stronę.
Zmienia się świat, zmienia się postrzeganie moralności. Zasady, którym byliśmy wierni w młodości, zostały zweryfikowane w dorosłości. Jak mawia mój znajmy:
Każdą ideę, po zetknięciu z rzeczywistością, zaczynają obowiązywać prawa fizyki, głównie prawo oporu. Oznacza to tyle, że wyznaczając sobie ramy moralności, czy to własnej, czy narzuconej przez religię, społeczeństwo lub rodzinę, zdrowo jest założyć pewne jej modyfikacje. We współczesnej psychologii nazywa się to przewartościowaniem życia. I każdy sam powinien móc zdecydować,jaką drogą pójść i jak podtrzymywać swój ogień. I nikogo nie można zmuszać do postępowania w sposób, którego nie chce.  Jednak, zamiast tego, mamy sztywne ramy podawanej nam na tacy moralności, którą możemy sobie przypiąć jak medal na piersi i iść bić się za nią. Czasem nawet nie rozumiejąc, skąd się wzięła i jak w pełni wygląda. Bitwy odbywają się na najbardziej zapalnych frontach poszczególnych ideologii: wolność, moralność, seks, rodzina. Po co to robią? Dla władzy, pieniędzy, poklasku? Przede wszystkim, dla siebie. Dla upajania się możliwością kontroli innych. Dla swojego małostkowego przeświadczenia, że ich ogień jest tym, na którym inni się wzorują. Zapominając jednak o tym, że będąc przywódcą, biorą na siebie też odpowiedzialność za poczynania swoich zwolenników. I znów wracamy do odpowiedzialności. Czy ktoś z Was, czy nawet tych liderów jest gotów odpowiedzieć za te morze gniewu, strachu i zawiści jakie przelewają się przez nasze ulice? Odpowiedzieć nie w obliczu prawa, bo według niego nic złego nie zrobili. Odpowiedzieć wobec Bogów, Przodków i swoich Biesów. Odpowiedzieć wobec tych, których manipulują i szczują na innych.

Może więc, następnym razem, gdy usłyszysz, że jakiś pogląd czy postępowanie jest złe lub dobre, to może zastanów się jakie jest dla Ciebie? Wyznając jakiś nurt poglądów, nie musisz akceptować go w całości. Wybierz z niego to, co według Twojego ducha, Twojej moralności jest dobre. A to co złe, odrzuć ze swojego życia.  Spraw, by Twój dom był odzwierciedleniem Twoich poglądów i szanuj wybór innych. Jeśli każdy z nas weźmie sobie to za cel, uda nam się przywrócić to, co nosi nazwę MIR. Moja część świata, która jest podporządkowana mojej Woli, leżąca obok innych Mirów, z których każdy ma równe prawo do istnienia.

I to jest właśnie to, co nazywam poszukiwaniem własnego ognia.
                                       Wołch

Jedna myśl w temacie “Ewolucja Obrzędu – W poszukiwaniu własnego ognia”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *