Dziady

Ciemno wszędzie, głucho wszędzie. Co to będzie? Co to będzie? 

Kto śledzi wpisy na tej stronie, ten wie, czego może spodziewać się poniżej. Dla tych, którzy trafili tu po raz pierwszy, wyjaśniam:
opis obrzędu zaprezentowany poniżej nie jest rytuałem odtwórczym czy rekonstrukcją źródeł historycznych. Jest efektem moich rozważań nad tradycjami, podaniami, przesądami oraz pomocy tych, którzy pomagają mi rozumieć świat duchowy. Jak zwykle, nie jest to sztywny scenariusz, każdy kto chce przewodniczyć obrzędowi, musi wyznaczyć własną ścieżkę i własne środki wyrazu. Moim celem, przy budowaniu tego obrzędu, było zachowanie tradycyjnego obyczaju Dziadów przy jednoczesnym dostosowaniu ich do współczesnego kodu kulturowego. Dzięki temu, mam nadzieję, uda mi się wprowadzić uczestników w ten sam stan, w jakim byli nasi przodkowie sprawujący te obrzędy tysiąc lat temu.
O obrzędzie Dziadów słyszał każdy, kto skończył 17 lat. Program edukacji w naszym kraju od lat utrzymuje mickiewiczowski dramat na liście lektur obowiązkowych. Niestety, obowiązkowych lektur, ale do pominięcia. Mimo wszystko, pozwoliło na zachowanie we współczesnej świadomości obrzędu wywodzącego się z czasów przedchrześcijańskich a będącego niemal symbolem słowiańskiego systemu myślenia o śmierci i zaświatach.
Obowiązkiem żywych jest dbać o umarłych. Odpowiedni pochówek był warunkiem, by dusze Słowian trafiły do zaświatów. Ta część, która należy do Mokoszy, umierała razem z człowiekiem. Cząstka pochodząca z tego świata, wracała do niego. Dusza rodowa wędrowała z ptakami do Wyraju. Tam, z błogosławieństwem Roda, mogła powrócić w kolejne pokolenia swojej rodziny. Jest jeszcze trzecia część człowieka. Ta jednak musiała przejść bardziej skomplikowaną drogę. Jej celem była Navia. Miejsce opisywane jako bezkresne łąki, na których duchy odpoczywają po swojej doczesnej drodze. Zanim jednak tam dotarły, musiały przejść próby.
Ta część istnienia dziś mogłaby być nazwana jaźnią. Była to świadomość człowieka. Jego pamięć, każda decyzja, każde wspomnienie i jego charakter. Niosła ze sobą cały dorobek życia. I właśnie ten dorobek miał być sprawdzony. Podania mówią o trzech drabinach. Jedna z interpretacji jaką możemy przyjąć, nakazuje duszy przejść te drabiny w drodze do Navi. Pierwszej drabiny strzegła sama śmierć, pilnując, by do krainy umarłych nie wkroczył nikt żywy. Niepowodzenie tej próby oznaczać miało śmierć i uwięzienie duszy w świecie żywych. Drugiej drabiny miał strzec smok lub żmij, który spychał z niej tych, którzy zawinili za życia ludziom. Ostatniej, trzeciej drabiny, siedmioszczeblowej (trzydziewiętnej), strzegł sam Weles. Nie pozwalał on przejść tej próby tym, którzy załamali prawa Bogów. Po przejściu całej drogi, Weles wysłuchiwał historii całego życia zmarłego, a po tym pozwalał mu przekroczyć bramy Navi. Weles gromadzi te opowieści, a te, które uzna za godne zachowania w ludzkiej pamięci, zsyła w wizjach i snach swoim wybrańcom. Na tym właśnie polegać ma błogosławieństwo Pana Tajemnic. Jednak, te dusze, które nie przejdą próby, zostają na ziemi, gdzie mają błąkać się aż do momentu, gdy otrzymają przebaczenie za swoje przewinienia. I tu dochodzimy do idei obrzędu Dziadów.
Jesienią, gdy Świat pogrąża się w żałobie po odejściu Jaryły, a po ziemi kroczyć zaczyna Marzanna, Pani Dobrej Śmierci, zgodnie z obyczajem przychodzi czas, gdy należy pochylić się nad losem przodków. Nie każdy z nich był na tyle honorowy, by trafić do zaświatów. Ci, którym Bogowie odmówili tego błogosławieństwa, błąkają się pośród żywych. Nie mogą doświadczać już radości życia, lecz doskwierają im jego trudy. Czują pragnienie, ale nie mogą pić. Głodują, ale nie mogą jeść. Są samotni i nie mogą cieszyć się bliskością. Wyjątkiem jest obrzęd Dziadów, gdy do wspólnego ognia i wspólnego stołu zapraszamy naszych przodków. W trakcie tego obrzędu pragniemy, by napili się z nami i posilili. To najprostsza rzecz, jaką możemy im usłużyć, zgodna z prawem gościnności.
Jest jeszcze inny wymiar pomocy, jaką możemy służyć Dziadom. Jest nim przebaczenie. Zgodnie z prawem i obyczajem, kara wygnania (a taką jest przecież uwięzienie na ziemi po śmierci) może zostać cofnięta. W trakcie Dziadów, kapłan przywołuje przodków potrzebujących wsparcia żywych. Obrzęd, który przygotowuję wraz z przyjaciółmi, ma właśnie skupić się również na tym aspekcie.

Według tradycji, Panią Śmierci jest Marzanna. To ona ma strzec pierwszej drabiny prowadzącej do Navi, zatem to ona powinna stanąć na czele sądu Dziadów. Po złożeniu obiaty Welesowi i oddaniu czci Rodowi oraz Mokoszy, wybierzcie spośród siebie kobietę, przez którą mówić będzie Bogini. Kobieta ta powinna mieć wybranego ukochanego, który sprowadzi ją z powrotem. Niech kobieta złoży dary swoim opiekunom. Potem, niech jej ukochany zakryje jej twarz. Będzie on ostatnią osobą, która spojrzy jej w oczy przed obrzędem i pierwszą, którą ona zobaczy po obrzędzie. Potem kapłan odpali od ognia znicz i poda jej w jedną rękę. Następnie, szczyptą ziemi posypie pęk rzemieni i poda jej w drugą rękę. Zgromadzeni, z kapłanem na czele, niech oddadzą cześć Pani Dobrej Śmierci. Ona, tego wieczora, sprawować będzie sąd nad zbłąkanymi przodkami. Tym, których dopuści do Navi da światło, by za nią wędrowali w zaświaty. Tym, którzy nie będą godni wybaczenia, da rzemień, by na kolejny rok związać ich ze światem żywych. Marzannę odprowadźcie na miejsce biesiady i posadźcie w godnym miejscu. Kapłan, ze zgromadzonymi, niech okadzi jeszcze sznur i podąży za Boginią.
Na stole stać powinien poczęstunek. By nikt głodny czy spragniony od stołu nie odszedł. Tak, jak zebrani ugoszczeni zostaną, tak i Dziady nasze przywitane będą. Na biesiadzie niech też nie braknie muzyki i dobrej opowieści. W tę noc, zmarli mogą doświadczyć ciepła ogniska, niech więc też pocieszą się bliskością ludzi. Gdy wszyscy usiądą, kapłan przywiąże linę pod sufitem a drugi koniec do podłogi. Tak połączone zostaną Javia, Navia i Pravia. W takcie biesiady, kapłan musi czuwać i czekać na te dusze, które będą chciały poddać się osądowi. Gdy taka przybędzie, niech przemówi przez kapłana. Powinna opowiedzieć kim jest i czym zawiniła Bogom lub ludziom. Niech opowieść jej ognia popłynie wśród biesiadników. Po tym, niech wydadzą oni osąd, niech każdy, wedle własnej Woli, rozsądzi, czy dusza ta odpokutowała już swoje zbrodnie. Każdy głośno niech powie: WYBACZ lub UKAŻ. Po tym, kapłan niech weźmie świecę i podejdzie do Marzanny. Gdy odda jej cześć, niech poprosi o jej werdykt. Ta poda mu świecę lub rzemień. Jeśli otrzyma światło, kapłan musi odpalić od niego świecę i postawić obok ognia. Świeca musi się wypalić sama. Niech pali się, aż dusza skończy swoją wędrówkę do królestwa Welesa. Jeśli jednak kapłan otrzyma rzemień – przywiązuje go do rozpiętego sznura.
Gdy już wszystkie Dziady zostaną osądzone, kapłan odmawia modlitwę w intencji tych, którzy przybyć nie mogli. Następnie podaje misę z wodą i prosi, by każdy z zebranych strząsnął na ziemię odrobinę wody i na głos wypowiedział nazwę rodu, za którego oddaje swoje modlitwy. Na koniec kapłan skrapia wodą zawiązane na sznurze rzemienie, oddając swoją modlitwę za tych, którzy na kolejny rok związani zostali ze światem żywych. Następnie odcina sznur, pozostawiając sobie w ręku środkową część z rzemieniami. Tak rozłącza Javię od Navi i Pravi. Potem rzuca w ogień linę z rzemieniami, a pozostałą wodę wylewa za próg, by mieć pewność, że pośród zebranych nie zostanie żadna dusza, chcąca szkodzić żywym. Na koniec należy oddać cześć Marzannie i podziękować jej za wyroki. Potem postawcie ją tyłem do zebranych, a przed nią niech stanie jedynie jej ukochany. Kapłan po kolei składa ofiarę Marzannie, a następnie, stojąc za jej plecami, odbiera jej znicz i rzemienie. Na koniec odsłania jej twarz, a jej oczy muszą zobaczyć twarz ukochanego. Dzięki temu, Pani Śmierci zobaczy w jego oczach odbicie żywego uczucia i odejdzie w pokoju, zostawiwszy kobietę w ramionach wybranka.
Szanujcie więc prawo i obyczaj. Jakim bowiem szacunkiem otoczymy naszych przodków, taki też szacunek otrzymamy od naszych potomków.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *